Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Czym pachnie biotechnologia w Polsce?
22.03.2004
Czym pachnie biotechnologia w Polsce? Przychodzi student na uczelnię i słyszy, że biotechnologia to nauka o tym, jak przekuć biologię na pieniądze. Niestety, nie wie o tym większość polskich naukowców zamkniętych w laboratoriach, niczym w wieżach z kości słoniowej, nie wiedzą polscy biznesmeni oraz Cezar, czyli decydenci państwowi. Nie mamy karabinów, aby zdobyć armaty? Badania z zakresu biotechnologii mają w Polsce wieloletnie tradycje, m.in. w hodowli roślin odpornych na choroby i dających wyższe plony biomasy i białka. Ochrona roślinnych zasobów genowych sięga 1922 roku i wiąże się z utworzeniem Państwowego Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. Jednak genetycy we współczesnym rozumieniu zaczęli działalność naukową w połowie lat 60. Obecnie biotechnologia od strony naukowej prezentuje się wcale okazale. Badania podstawowe z tego zakresu prowadzi 10 instytutów i zakładów Polskiej Akademii Nauk. Badania stosowane realizują naukowcy z różnego typu jednostek badawczo-rozwojowych (biotechnologicznych, biochemii, mikrobiologii, chemii molekularnej, biochemii, itp.) oraz z zakładów i katedr szkół wyższych. Biotechnologów kształci 21 wyższych uczelni w Polsce. Są wśród nich: uniwersytety, politechniki i akademie rolnicze. W roku akademickim 2001/2002 studia biotechnologiczne ukończyło łącznie ok. 1300 magistrów i magistrów-inżynierów. Według opinii środowiska naukowego, Polska ma wysoki poziom nauk podstawowych w biotechnologii. Działa wiele nowoczesnych ośrodków, a ich pracownicy uzyskują wysoki współczynnik cytowań (IF). Sporo, spośród około 3 tysięcy naukowców, odbyło staż za granicą lub nadal współpracuje z obcymi ośrodkami naukowymi. Wielu z nich uczestniczyło w 5 Programie Ramowym UE. Do finansowania projektów z dziedziny nauk biologiczno-medycznych zakwalifikowano 321 polskich zespołów. Miarą docenienia ich przez komisję 5PR może być współczynnik sukcesu, mierzony stosunkiem liczby zespołów zgłoszonych do liczby zespołów finansowanych. Wynosi on 23,7% dla całego 5PR, a 16,5% - dla programu Qol („Quality of Life”). Współczynnik sukcesu polskich zespołów w 5PR (w %) Źródło: Centrum Transferu Technologii w Gdańsku A jednak - nie przekłada się to na relatywnie dużą liczbę patentów wynalazców krajowych. W 2002 roku do Urzędu Patentowego w Polsce zgłoszono z zakresu biotechnologii 323 wnioski, wśród których tylko 41 pochodziło od podmiotów z polskim kapitałem (reszta – od zagranicznych). Urząd Patentowy udzielił w ub.r. 72 patenty na wynalazki z dziedziny biotechnologii, przy czym 7 dotyczyło wynalazków polskich. Jakimi więc armatami dysponuje polska biotechnologia? - Nie ma co mówić o armatach, bo polska biotechnologia nie ma nawet karabinów – mówi dr Tadeusz Pietrucha, prezes Bio-Tech Consulting z Łodzi. Małe ssanie Nie nam, profanon, sądzić o tym, jakiej jakości opracowania wychodzą z polskich laboratoriów biotechnologicznych. Z pewnością, wiele z nich zasługuje na uznanie. Jednak są też pewnie i takie, które realizuje się w laboratoriach niczym w wieżach z kości słoniowej, w oderwaniu od przedmiotu działalności biznesu, albo które rozwiązują zagadnienia nie wnoszące przełomu w nauce. Od sądów w tych sprawach są wysokie komisje, rozdzielające granty naukowe na badania. Tylko dlaczego podstawowym kryterium ich wyboru są nadal liczba publikacji, cytatów, ewentualnie liczba stopni naukowych w zespole badawczym, a nie także – lub głównie - liczba nowych metod, patentów i licencji, nie mówiąc o wskaźnikach ekonomicznych (spodziewanym wzroście wydajności, szansy na utworzenie nowych miejsc pracy, spodziewanych wpływów z eksportu), czy społecznych (np. popularyzacja wiedzy)? O to pyta już coraz częściej grono tych naukowców, którzy przeszli całych „cykl” – od pomysłu, do wdrożenia projektu. Perspektywy transferu technologii z polskich zespołów naukowych do polskich firm kreśli w czarnych barwach dr Tadeusz Pietrucha. Według niego, nie będzie to możliwe jeszcze w najbliższych kilku latach. Ani zakłady produkcyjne, ani fundusze inwestycyjne, nie chcą inwestować w biotechnologię, bowiem jest to dziedzina kapitałochłonna a zarazem wysokiego ryzyka. Z kolei środowisko naukowe nie wypracowuje gotowych technologii, nadających się do natychmiastowego wdrożenia. Nie ma natomiast w Polsce firm, specjalizujących się w działalności innowacyjno-wdrożeniowej (firm R&D), tj. opracowujących technologie w skali przemysłowej, a nie laboratoryjnej. A ostatecznie - brakuje z firmach krajowych środków na wdrożenia wynalazków, np. przez przemysł farmaceutyczny, rolniczy i żywnościowy. Tak dzieje się nawet w tych sferach, w których państwo relatywnie sporo inwestuje w badania oraz dalsze procesy wdrażania wynalazków. Na przykład polskie banki genów utrzymują łącznie 73 tysięcy genotypów o znaczeniu użytkowym, a utrzymanie 3/4 z nich finansuje Ministerstwo Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Prawie 49,3 tys. genotypów, reprezentujące 245 gatunków, to próbki nasion zdeponowane w przechowalni długoterminowej Krajowego Centrum Roślinnych Zasobów Genowych w Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie niedaleko Warszawy. Jednak rocznie wykorzystywanych jest zaledwie 8% przechowywanych próbek KCZG. Najczęściej zresztą zamawiane są materiały genetyczne zbóż i traw - stanowią one ok. 69% zamówień wszystkich materiałów, spośród 10 grup roślin. Rolnikom i nowoczesnym farmerom brakuje pieniędzy na zakup nowych materiałów, albo, po prostu, nie wiedzą, jak na tym mogą skorzystać. Przykłady komercjalizacji biotechnologii żywności w Polsce Dotychczas opracowano dwie konstrukcje genetyczne ukierunkowane bezpośrednio na potrzeby przemysłu: jeden z nich modyfikuje skład ogórków, dzięki zawartości słodkiego białka taumatyny (prace badawcze w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie), drugi – ziemniaków, dzięki obecności flawonoidów (Uniwersytet we Wrocławiu). W polskich laboratoriach wyhodowano również m.in. ziemniaki odporne na choroby wirusowe (IBB PAN Warszawa), transgeniczne truskawki o przyspieszonym dojrzewaniu (Instytut Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach), śliwy odporne na wirusy (UAM Poznań), zboża odporne na herbicydy (Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie), rzepak odporny na wirusy moziki rzepy (PAN Poznań), pomidory odporne na szkodniki (SGGW Warszawa) oraz sałatę, która zabezpiecza przed żółtaczką (PAN Poznań). W Polsce nie produkuje się jednak na skalę przemysłową ani mięsa, ani mleka pochodzącego od transgenicznych zwierząt. Zastosowanie mikroorganizmów w przetwórstwie żywności Rezultatem badań na Akademii Rolniczej w Poznaniu było uruchomienie przemysłowej produkcji kwasu mlekowego, aktywnego preparatu antysteryjnego oraz opracowanie skutecznej metody mikrobiologicznej denitryfikacji soku z buraków i marchwi. Zespół badawczy pracuje m.in. nad antybakteryjną osłoną tusz mięsnych i rybnych.Prace zespołu badawczego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie nad szczepami bakteryjnymi i grzybowymi zostały wdrożone w produkcji serów. Innym przykładem komercjalizacji prac tego zespołu jest produkcja mleka acifofilnego, biojogurtów oraz mleka bezlaktozowego. Badania na skalę przemysłową realizuje Instytut Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego w Warszawie. Opracowuje obecnie nową technologie produkcji drożdży piekarniczych oraz rekombinowanych drożdży gorzelniczych, do których wprowadzono gen kodujący syntezę alfa-amylazę, umożliwiającą bezpośrednią fermentację skrobi. Za: raportem Centrum Transferu Technologii w Gdańsku Druga strona medalu Określenie „wielka niemoc” – byłoby jednak zbyt krzywdzącą oceną szans polskiej biotechnologii. Prof. Andrzej Płucienniczak, dyrektor naukowy Instytutu Biochemii i Antybiotyków w Warszawie uważa, że istnieją dziedziny rynku, które nie są ani „nadmiernie” kapitałochłonne, ani skomplikowane. Chodzi o opracowania odczynników i ich produkcję, czy o usługi diagnostyki. Na tych polach przebija się z ofertami kilkanaście firm krajowych i już występuje tu spora konkurencja. Zdecydowanie kosztowne są natomiast badania i proces wdrożenia do produkcji leków i środków farmaceutycznych. Tutaj bez dużych pieniędzy niewiele się osiągnie. Są jednak zarówno takie firmy, jak i tacy biznesmeni, jak Ryszard Krauze i Jerzy Starak, które nie boją się podejmować ryzyka. Najbardziej spektakularnym przykładem komercjalizacji wynalazku jest opracowanie i wdrożenie do produkcji rekombinowanej insuliny ludzkiej, która nosi lokalną nazwę gensulina. Badania realizował przez 4 lata warszawski Instytut Biotechnologii i Antybiotyków. Koszty przekroczyły 80 mln zł, z czego ok. 10% wyłożył w postaci grantu Komitet Badań Naukowych, a reszta pochodziła z prywatnych środków – Prokomu, który jest głównym udziałowcem w spółce produkcyjnej Bioton (25% akcji ma IBA) oraz z kredytów bankowych, przyznanych tej spółce. Gensulina sprzedawana jest trzeci rok, ale – według naszych ocen – dopiero w przyszłym roku zacznie zwracać Biotonowi poniesione koszty. Według prof. Płucienniczaka, dostawy gensuliny wymusiły obniżenie o około 28% ceny tego preparatu w Polsce przez zagraniczną konkurencję. Ponieważ jest to lek refundowany, budżet oszczędza w jednym tylko roku po około 100 mln złotych. Mały biznes biotechnologiczny Nie wiadomo, jakich rozmiarów jest polski biznes biotechnologiczny. W prasie pojawiła się pewna liczba – 100 mln dolarów – która jest powtarzana, m.in. w raporcie Centrum Transferu Technologii w Gdańsku, przygotowanym dla Ministerstwa Nauki i Informatyzacji. Byłaby to dziedzina polskiej gospodarki, mająca największy, bo 2,2% udział, w globalnej produkcji – co jest mało prawdopodobne. Przedstawiciele biznesu też wątpią w prawdziwość takich szacunków, uważając je za pobożne życzenia. - Jeżeli zamienimy dolary na złotówki, to będziemy bliżsi prawdy – mówi Anna Koziej, prezes Bio-Arcus, krajowej firmy sprzedającej własne metody bioutylizacji odpadów organicznych. Na kilkadziesiąt można szacować liczbę firm z polskim kapitałem, oferujących różne usługi biotechnologiczne. Jednak tylko kilka z nich realizuje pełen lub prawie pełen cykl działalności, od wytwarzania gotowego produktu biotechnologicznego, w postaci: leków, szczepionek, produktów żywnościowych modyfikowanych genetycznie, po technologie wytwarzania produktu, ich produkcję i sprzedaż. Największe z nich to: Grupa IBA Bioton z Warszawy, Medana Pharma TERPOL Grupa S.A. z Sieradza oraz Instytut Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. Przychody pierwszych dwóch spółek w ok. 3/4 pochodzą ze sprzedaży własnych leków i antybiotyków. Wyniki finansowe za 2001 r. Źródło: Monitor B Najwięcej, blisko 30, jest firm diagnostycznych, oferujących usługi analiz, diagnoz, kontroli preparatów farmaceutycznych, kosmetycznych, żywności oraz diagnozowanie chorób. Przeważnie realizują one badania będące wycinkiem badań nad opracowaniem nowych technologii i testów diagnostycznych. Kilkanaście firm zajmuje się produkcją i sprzedażą odczynników, uzyskiwanych dzięki własnym badaniom. Jednak działalność produkcyjna i handlowa jest dla nich uzupełnieniem działalności badawczej. Także kilkanaście firm proponuje biotechnologiczne metody oczyszczania ścieków oraz bioutylizację odpadów organicznych, choć są to w większości firmy handlowo-usługowe. Wśród nich największe to: bioArcus z Warszawy oraz Bio-Ecology Services z Warszawy. Wdrożeniami biotechnologii, produkcją biopreparatów lub namnażaniem importowanych szczepów bakterii zajmują się tylko dwie polskie spółki: Hantpol Biotechnologia i Ochrona Środowiska z Warszawy oraz Trigger Wytwórnia Preparatów do Ochrony Środowiska w Tarnobrzegu. Kilka firm biotechnologicznych założyli w Polsce inwestorzy zagraniczni, głównie z sektora farmaceutycznego i chemii kosmetycznej. Zaliczyć do nich można np. producentów surowców kosmetycznych - Merck Sp. z o.o. Warszawa, FORCHEM Warszawa (założona przez Schülke & Mayr GmbH), Sederma (Francja). Wśród firm realizujących badania kliniczne są np. C.K.B Good Clinical Practice Polska sp. z o.o. w Grudziądzu, założona przez holding międzynarodowy Good Clinical Practice, IMFORM Polska Sp. z o.o. z Warszawy, MDS Pharma Services Poland Sp. z o.o. w Krakowie – obecnie jest ona częścią międzynarodowej firmy MDS Pharma Services. W sektorze biotechnologii roślinnej obecni są w Polsce: amerykański koncern Monsanto oraz AgrEvo. Przyszłość Biotechnologia w Polsce obciążona jest większością wad znanych z innych dziedzin polskiej nauki i przemysłu. Ponadto ma specyficzne problemy, jak długie cykle badań i zwrotu kapitału. Z tego powodu, jak stwierdza firma Bio-Tech Consulting, w naszych warunkach ekonomicznych i prawnych nadal bardziej racjonalnym jest z punktu widzenia producenta zakup gotowej technologii. Ona zapewni przewidywalny i policzalny zysk z produkcji, według powszechnie uznanych na zachodzie standardów i jest bardziej „pewna”, niż wdrażanie do produkcji technologii o wysokim stopniu innowacyjności. A jednak... Badania w Polsce prowadzone są na wysokim poziomie, pomimo relatywnie małych środkach przeznaczanych na nie w porównaniu z innymi krajami unijnymi, nie mówiąc o USA. Ta okoliczność oraz ogólnie niższy poziom kosztów robocizny, także pracy naukowców i laborantów, można uznać za warunki sine qua non rozwoju biotechnologii w Polsce. Czy z tego można zrobić duży biznes? Skoro wykłada się skromne są środki na badania i wdrożenia, efekty nie będą porywające. Jednak z produkcji preparatów, odczynników, usług diagnostycznych można uczynić biznes. Istnieje przecież sporo nisz, w które nie wejdą najwięksi producenci, ponieważ zarówno globalne, jak i lokalne zapotrzebowanie na niektóre preparaty jest niewyobrażalnie małe. Na przykład popyt krajowy na interferon alfa wynosi obecnie około 3 gramów (!) rocznie. - Choć zapotrzebowanie na antygeny do testów diagnostycznych sięga około 1 grama na cały świat rocznie, o opłacalności przesądza ich cena, bo za 1 miligam uzyskuje się 1500 dolarów – mówi prof. Andrzej Płucienniczak, dyrektor naukowy Instytutu Biochemii i Antybiotyków w Warszawie. Szansą dla wielu naszych naukowców jest też współpraca z firmami-potentatami, czyli rola kooperantów w złożonych badaniach. Amerykańskie i japońskie fundusze specjalizujące się w inwestowaniu w firmy biotechnologiczne zebrały już wystarczająco sporo pieniędzy, aby szukać efektywnych sposobów rozwoju. Dołącza do nich teraz także Unia Europejska, z jej programami badawczymi. Na razie brakuje jednego – bardzo słaba jest polska oferta. Na zorganizowaną w październiku przez Polsko-Amerykańską Izbę Handlu konferencję, która miała zachęcić amerykańskie firmy do inwestowania w polską biotechnologię, reprezentowały je „fizycznie” tylko dwie spółki, a kolejne dwie wystawiły swoje plakaty oraz materiały reklamowe. Strona amerykańska wystawiła reprezentację 120 potencjalnych inwestorów i partnerów do współpracy. Zawiniły kompleksy? Brak pieniędzy na promocję, czy brak pomysłu na współpracę?... Przyszłość tego biznesu leży gdzieś na wypadkowej, pomiędzy kilkoma dziedzinami badań i wdrożeń - od matematyki do nauk społecznych i humanistycznych, wynika ze światowego forum „BIO 2002 International Biotechnology Convention & Exhibition”, jakie odbyło się w czerwcu ub.r. w Toronto. Tego typu konwergencja rozszerza radykalnie możliwości odkryć oraz procesów badawczych i rozwojowych. Z konwencji w Toronto wynika też, że badania służące ochronie zdrowia – które stanowią około 80% obrotów biznesu biotechnologicznego na świecie - powinny być bardziej zintegrowane niż dotychczas nie na konceptualizmie, czyli badaniach podstawowych, ale na odkryciach. Do tego potrzeba kapitału, czyli – współpracy naszych naukowców z ośrodkami R&D na świecie. Jeżeli znajdą się w Polsce karabiny, to może i zdobędziemy armaty. Piotr Stefaniak piotr.stefaniak@boss.com.pl

Piotr Stefaniak, Boss Gospodarka 11(468)/2003
KOMENTARZE
Newsletter