Biotechnologia.pl
łączymy wszystkie strony biobiznesu
Gdy bioetyka paradoksów dotyka
Piątkowe głosowanie w Sejmie ws. aborcji spotkało się już z wieloma komentarzami. Część osób podkreślała, iż posłowie pokazali czerwoną kartkę społeczeństwu, w tym zwłaszcza ponad 420tys. osób opowiadających się za zmianami w prawie aborcyjnym. Dodawano, że grupą, która najbardziej doświadczy złych skutków utrzymania przepisów będą poczęte dzieci, u których zdiagnozowano, zaburzenia somatyczne, bądź określone aberacje o genetycznym charakterze. Z drugiej strony nie bez racji ukazywano, iż aborcja dokonana np. na dziecku z Zespołem Downa nie posiada w Polsce charakteru przymusowego. Choć formy wypowiedzi części posłów dalekie były od kulturowych standardów, to jednak faktem jest, iż w naszym kraju możemy mówić o wskazaniu, a nie o nakazie przerwania ciąży. Gdy jednak spojrzy się na ostateczny wynik głosowania, a następnie połączy się go z elementarną wiedzą biologiczną. wspartą przepisami polskiego prawa dojść można do wniosku, iż polscy posłowie w zasadzie utrzymali w mocy intrygujący bioetyczny paradoks, który odnosi się nie tylko do aborcji, ale spotkać go można w większości prenatalnych debat.

Oto pewna historia:

Pewna młoda dziewczyna podjęła decyzję o korzystaniu z antykoncepcji hormonalnej. Wraz ze swoim partnerem zdecydowała się mieć dziecko. Dwa lata starań nie przyniosły jednak pozytywnego efektu. Lekarz w końcu zaproponował in vitro. Niestety, okazało się, że kobieta jest niepłodna. Zapadła decyzja by prenatalnie adoptować poddany kriokonserwacji zarodek. Po kolejnej próbie...jest ciąża. Niestety, drugie USG wskazuje, iż płód jest uszkodzony. Dostrzeżono wiele zmian fizycznych powstałych prawdopodobnie na podstawie zaburzeń genetycznych. Zostaje podjęta decyzja..aborcja.

I znów bioetyk

Powyższa historia pokazuje pewien mentalny paradoks jaki obserwujemy od pewnego czasu. Środowiska walczące o liberalizację podejścia do ludzkiej sfery prokreacyjnej wpierw głoszą pogląd podkreślający, iż mamy prawo nie mieć dzieci. Potem gdy – decydując się jednak zostać rodzicami - mamy trudności z poczęciem dziecka, te same osoby głośno mówią: „Masz prawo mieć dziecko: nie tylko z kim chcesz ale także, jak chcesz”. Gdy jednak okaże się w trakcie badań, iż dziecko posiada wady utrudniające lub uniemożliwiające jego dalszą egzystencję wspomniane gremia mówią: „Masz prawo nie mieć tego dziecka”. Czy to wszystko nie jest dziwne?

Ciekawe jest, iż w komentarzach po przywołanym we wstępie głosowaniu zwraca się uwagę, iż mamy do czynienia z zagadnieniem natury światopoglądowej lub religijnej. Problem jednak w tym, iż jak odczytać można z przytoczonego przykładu dylematy bioetyczne nie odnoszą się do enigmatycznego dla wielu światopoglądu, ale kierują się w stronę konkretnego człowieka. Jadąc drogą bioetyczną dojść można do wniosku, iż pełno na niej paradoksów. Oto kilka z nich.

Ach ta adopcja

Trudno w słowach ująć czym dla kobiety jest informacja o byciu niepłodną lub bezpłodną. Można sobie tylko „wyobrazić”, że jest to ten rodzaj bólu, który jak sygnał w telefonie komórkowym ciągle rośnie. Mają tego świadomość szefowie klinik in vitro. Od dłuższego już czasu namawiają zdrowe kobiety do daru serca w postaci oddania komórki jajowej. Część kobiet następnie decyduje się na procedurę pozaustrojową z wykorzystaniem komórki dawczyni- to tzw. adopcja prenatalna.. I znów, jak we wstępie informacja...jest ciąża i przebiega pomyślnie! Tyle, że coś dziwnego może się jednak zadziać. Kobieta jest szczęśliwa, głaszcze się po brzuchu, odczuwa radość, ale gdzieś tam pojawia się pytanie: „Czy to moje dziecko?” Pewnie, że tak można rzec. Przecież nosi je pod sercem, karmi własnym ciałem, czuje piękne kopniaki. „Ale czy będzie do mnie podobne?” Tutaj pojawia się niezwykła sytuacja bowiem, kobieta jest, a jednocześnie nie jest matką dziecka. Rodzi je- na podstawie kodeksu rodzinnego kobieta ta uznana zostanie matką dziecka. Ale biologicznie to...,obca" osoba. Można w tym miejscu spytać: Czy to takie ważne? Prof. Paweł Łuków w radiu TOK FM jakiś czas temu uznał, iż tożsamość nie jest dzisiaj zagadnieniem, które ma szczególne znaczenie. Prawda jest jednak taka, że w wyniku podobnych zabiegów narodzony człowiek traci szansę by odpowiedzieć sobie na pytanie: Skąd pochodzę?

No to o aborcji

Jak wiemy w wielu wypadkach w trakcie ciąży rodzice dziecka otrzymują straszne wieści informujące o ciężkiej chorobie dziecka poczętego. W Polsce mało mówi się o dramacie jaki kobieta i mężczyzna przeżywają słysząc, iż ich dziecko...bardzo szybko umrze. Śledząc tytuły medycznych konferencji naukowych próżno szukać informacji o seminariach uczących, jak przekazywać podobną informacje, w sposób, który nie rani. Decyzja o aborcji w podobnej sytuacji, jest przede wszystkim dramatem, to decyzja, która podjęta zostaje w stanie niezwykle wysokiego – wręcz patologicznego- poziomu stresu. Czy jednak powinna istnieć taka możliwość. by w takiej sytuacji móc dokonać aborcji? Oczywiście pytanie takie nie jest nowe. Zatem zadajmy je inaczej: Czy prawo nie przeczy samo sobie pozwalając na ,,rozwiązanie niepełnosprawnej ciąży".

Trochę prawa

Ustawa o planowaniu rodziny pozwala przeprowadzić aborcję w chwili, w której lekarz stwierdzi istnienie jedynie prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Tu trzeba powiedzieć jasno, że prawnie nie mamy tutaj wątpliwości, że rozmawiamy o dziecku. Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka jasno wskazuje, iż dzieckiem nazywany osobę od chwili poczęcia. Także polska Konstytucja w art. 68  jasno wskazuje, iż „Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, (…), osobom niepełnosprawnym…”. Jak zatem nazwać sytuację, w której to jedna ustawa mówi, że płód w brzuchu kobiety, nawet ten chory i niepełnosprawny to dziecko, a druga ustawa pozwala zakończyć życie przywołanego rozwijającego się organizmu. Czy na podobne paradoksy można wyrazić zgodę?

Fakty i paradoksy

Oczywiście na nic nie musimy zezwalać bo podobne działania medyczne stają się standardem. Paradoksem jest, iż środowiska pro life, walczące o godność osoby ludzkiej przedstawiane są jako piewcy nienawiści. Być może w przekazie jaki kierują np. organizacje walczące z aborcją mało jest tzw. pozytywnych treści. Kto wie może na wielu większe wrażenie zrobią nie plakaty z rozerwanymi ciałkami małych dzieci tylko wykonane w 3D filmy z 12 tygodniowym dzieckiem, z Zespołem Downa. Kto wie... Faktem jest jednak , iż obserwując z zewnątrz ,,szyby niebieskie od telewizorów" dojść można do wniosku, że chłoniemy paradoksalne informacje. Z jednej strony widzimy lekarzy, z sukcesem  5 godzin operujących serce dziecka, które nie ujrzało jeszcze światła dziennego. Widzimy jak chłopiec z brzucha swej mamy łapie rączką palec chirurga, a z drugiej strony słyszymy, że nieludzcy lekarze zastosowali klauzulę sumienia, bo Zespół Downa widziany u poczętego dziecka nie uprawnia by zakończyć jego życie. Podobnie z adopcją prenatalną. Słyszymy, że to dar serca, wykorzystanie techniki w niesieniu pomocy oraz podjęcie konkretnych działań w celu zniwelowania potencjalnych niekorzystnych dla zarodka skutków związanych z długotrwałą kriokonserwacją. Z drugiej jednak perspektywy wiemy, iż nauka na tożsamość dziecka poczętego w ten sposób nie znalazła „skutecznej metody”. Podkreśla się, iż zagadnienie tożsamości jest, w pewnym sensie wtórne, możliwe do korekty psychologicznej. Z drugiej strony słyszymy jak ważna jest ta tożsamość, jak ważne by np., zamordowany chłopiec z Cieszyna otrzymał z powrotem swoje imię.

Oby Jan Paweł II miał rację twierdząc, iż ,,Prawo do życia jest tak wysoką normą prawa naturalnego , że wytrzymuje nie jeden paradoks".

Źródła

1. www.tvn24.pl

2. www.naszdziennik.pl

 

KOMENTARZE
Newsletter